Połączenie to, choć przemyślane i dość spójne stylistycznie, w moim odczuciu wypada zbyt kolorowo (szarość, czerń, zieleń i pomarańcz) i jest przeładowane, co w przypadku z założenia prostego, 'lotniczego' zegarka nie jest raczej atutem. W kategorii, w której prym wiodą kultowy Rolex Submariner (i siostrzany Tudor Black Bay) lub bondowska Omega Seamaster, nie łatwo stworzyć coś na tyle interesującego i niebanalnego, by zyskać uznanie pasjonatów. Należy pamiętać, że zabieg taki ma też swoje minusy - zwiększenie rozmiaru kalibru. I to właśnie na tym aspekcie w dużej mierze skupili się projektanci Zenitha. Ostatecznie zbudowana ze 195 komponentów konstrukcja mierzy 30mm średnicy, 3,92mm wysokości i pracuje z częstotliwością 4Hz. Cały zegarek ma zresztą swój własny styl, nieprzesadnie inspirowany innymi modelami jak niektórzy konkurenci. Tytanowy, szkieletowany Defy Classic kosztuje katalogowo 6 100 EUR (~26 720 PLN). To jakieś 1,5 razy mniej niż sportowe modele od dużych manufaktur, przeszło 10 000 PLN mniej niż stalowy Piaget Polo S i jednocześnie kilka tysięcy więcej niż dopiero co pokazany Bell & Ross BR 05. Recenzowany egzemplarz posiada granatową tarczę, która w zależności od oświetlenia potrafi mocniej lub słabiej kontrastować się z czernią na bezelu. Ta różnica w kolorach niewątpliwie urozmaica ogólny odbiór zegarka, ale po przetestowaniu go w różnych warunkach stwierdzam, że dla siebie prawdopodobnie wybrałbym wersję monochromatyczną, czyli z czarną tarczą. Surowo, maszynowo (choć starannie) wykończony mechanizm zamknięto za pełnym deklem, więc oglądać jego pracy i detali nie sposób. Warto za to nadmienić - szczególnie dla tych zastanawiających się nad sensem kupowania mechanizmu od innej marki - że Tudor werk mocno modyfikuje, i to nie kosmetycznie.
Obudowa (jak i cały zegarek) jest bardzo dopracowana. Bazą jest stal 316L, z której wykonano bezel z widocznym na środku żłobieniem, wypełnionym lakierem Berlac. Inna sprawa, że decydując się na zakup SevenFridaya wybieramy tak naprawdę nie sam produkt, ale ten wspomniany już przeze mnie styl życia, pewną otoczkę, gadżet, który przy okazji pokazuje aktualny czas. I nawet jeśli nie robi tego w najbardziej czytelny sposób, to też dobrze. Tak ma być, bo SF to pewna filozofia, którą ja – fan zegarmistrzostwa i klasyki – kupuję. Dobrego piątku! Na plus można zaliczyć fakt, że po ustawieniu godziny wciśnięcie koronki z powrotem w stronę koperty nie powoduje irytującego przemieszczania wskazówki minutowej (z czym niestety mamy do czynienia w wielu znacznie droższych zegarkach). Mały szczegół na który niewielu zwraca uwagę od razu, za to podczas użytkowania potrafi doprowadzić do szału każdego, kto chce po prostu dokładnie ustawić czas. Przytoczony przed momentem wahnik pracował słyszalnie, ale to chyba jedyne zastrzeżenie do pracy mechanizmu. No, może poza niewielką na dzisiejsze czasy, 38-godzinną rezerwą chodu. Bazowanie na bardzo charakterystycznym wzornictwie w przypadku marki, która nie jest marką kultową i nie należy do kręgu 'wielkiego zegarmistrzostwa', musiało się kiedyś skończyć. Rado zdążyło jednak przyzwyczaić nas do nowego kierunku – mniej awangardowego, ale dalej łączącego w dobrym stylu nowoczesne materiały i funkcję użytkową z oryginalnym, aczkolwiek nieco spokojniejszym designem.
Fake Panerai Luminor We choose to go to the moon' ('Postanowiliśmy wybrać się na Księżyc') to chyba najbardziej pamiętne słowa z wystąpienia na Uniwersytecie Rice (12 września 1962), w którym prezydent John-Fitzgerald Kennedy zapowiedział amerykański podbój kosmosu. Choć 60 lat wstecz dziś wydaje się niemal prehistorią, czas ten był jednym z bardziej dynamicznych okresów rozwoju naszej cywilizacji. Motorem napędowym Rangera jest automatyczny kaliber MT5402, podstawowy werk w palecie Kenissi. Mechanizm, choć bazowy, ma klasowe parametry techniczne. W pełni nakręcony (wahnikiem albo za pomocą koronki) popracuje przez 70 h. Taktowany na 4 Hz balans, zamocowany na pełnym mostku, zaopatrzono w antymagnetyczną, krzemową sprężynę, a precyzyjny chód gwarantuje certyfikat chronometru COSC.